Zwykly dzien

O tym, że wielkie kręgi serów na włoskich półkach wydają się atrakcyjniejszym elementem zwykłego dnia niż spacer Floriańską w świetle wrześniowego poranka.

Włoskie sery w mleczarni

Kołyszę się miarowo w nowym i komfortowym pociągu Kolei Małopolskich w drodze do pracy. Gdybym chciała mogłabym dojechać z rozpędu aż do pachnącej jeszcze splendorem otwarcia stacji Balice, skąd tylko kroczek dzieliłby mnie od gdzie-indziej. Niestety nie zrobię tego, wysiądę na Głównym i pójdę stałą trasą. No właśnie – niestety. Zwykły poranek, powinno być piękno codzienności. A tu piękno codzienności kojarzy się z czym innym, na przykład z:

Zwykłe miasteczko, pierwszy raz widzę tę nazwę, zresztą nie udało mi się jej zapamiętać, musiałabym sprawdzić na mapie. Miała być spektakularna urbanistycznie Palmanova na planie gwiazdy, ale nie udało nam się sprytnie zjechać z autostrady, więc jest coś wybranego na chybił trafił, u podnóża Alp, ale jeszcze właściwie przed nimi. Wyrastają w tle, śmiesznie obłe i od razu takie wysokie.

Potrzebujemy rzeczy prozaicznych: kawy, jakiegoś wina do przywiezienia do domu, czegoś do jedzenia na drogę. W centrum miasteczka nie ma zbyt wielu sklepów, najbardziej rzuca się w oczy Latteria, ale najpierw idziemy na kawę. Nie da się powiedzieć nic specjalnego o tej kawiarni. Dokładnie taki sam nijaki wystrój mogłaby mieć jej odpowiedniczka w Polsce, nie spodziewam się jednak, że w Polsce byłby w niej taki ruch. Ludzie wpadający na szybką kawę przed pracą, wesoło gawędzący ze sprzedawczynią w wieku 50+, tak serdeczną, że była w stanie obudzić we mnie uśpione od lat włoskie słówka, potrzebne do wytłumaczenia czego chcemy. A potem boska kawa i podgrzane rogaliki. Idealna przerwa w drodze, choć całkiem zwykła w zasadzie.

Następnie do mleczarni. Jedne sery w wielkich kręgach leżą na półkach, inne w lodówce. Obok prosciutto i pieczywo. Na regałach dookoła słoiczki z dżemami, przetworami, oliwą, winem. Możnaby w takim sklepie kupować przez całe wakacje i się nie znudzić. Sprawdzam moją wyczytaną na blogach wiedzę i pytam czy pani nie mogłaby nam zrobić kanapek. W mgnieniu oka w przekrojonych bułkach ląduje szynka i grubaśne plastry formaggio. Cztery starannie zapakowane w folię kanapki rozczulają mnie, prawie jakby ktoś zrobił mi drugie śniadanie do szkoły. W czasach kiedy samemu trzeba pamiętać o drugich śniadaniach i ubraniach na zmianę dla potomstwa i codziennie wymyślać „co na obiad”, takie odwrócenie ról jest czymś wyjątkowym. A przy tym w sumie zwykłym.

I tyle. Jedziemy dalej, poranek dobiega końca.

Czemu na wakacjach tak łatwo jest cieszyć się zwykłym porankiem, a po powrocie, w drodze do zwykłej pracy już trudno?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s