Italia mojego dziecinstwa

Gorąco, niebo niemal bez chmurki, tylko wietrzyka od morza brakuje, w głowie już przygotowania do wyjazdu. Nic więc dziwnego, że wakacyjne wspomnienia również się do tej głowy zakradają. Jakie będą Włochy widziane z dorosłej perspektywy? Na razie zapisuję to co zostało mi w głowie z wyjazdów przed dwudziestu kilku laty.

aranciata ze wspomnień

Jedyna w swoim rodzaju aranciata. Zdjęcie stąd.

Oranżada, a właściwie aranciata, koniecznie firmy San Bendetto, nie wiem właściwie dlaczego akurat ta, smakowała fantastycznie. Trzeba było tylko uważać, żeby nie kupić takiej błyszczącej czerwonej, w tajemniczym wówczas smaku ginger, nie nadawała się do niczego. Kolejna rzecz – małe mleczne bułeczki, te które teraz znajdziemy w każdej Biedronce, pakowane w wąskie worki po 10 sztuk, z wiecznym terminem przydatności do spożycia. I pierwsza w życiu pizza – capriciosa – jedzona w restauracji blisko plaży, ta którą zamówiła mama ozdobiona morskim stworem w całości, z fascynującymi odnóżami i pancerzem.

Lęk przed tym, że niewielka letnia ulewa spowoduje zatopienie placu św. Marka, po którym zaczną pływać gondole, tak jak to widziałam na zdjęciu w albumie o Wenecji, a my na zawsze pozostaniemy uwięzieni w Bazylice. I leżąca na mozaikowej posadzce tejże Bazyliki młodsza siostra, która usiłowała zaobserwować jak Wenecja z każdym rokiem coraz bardziej się zapada.

Wielkie góry krabów – czarnych i różowych – poruszających szczypcami na straganach nad przerażającym jednolicie zielonym kanałem. Refleksy światła odbijające się w szklanych i kryształowych wyrobach z Murano.

Staruszki intensywnie wywijające czarnymi wachlarzami w kościele.

Wolność wychodzenia na pole z mokrymi włosami i ciepłe pachnące wieczory, w które nie trzeba było iść spać o rozsądnej godzinie.

Wielkie piniowe szyszki, dziwy natury leżące na każdym kroku.

Zawody w przemykaniu podczas sjesty po rozgrzanym asfalcie od cienia od cienia – kto zdoła pokonać dłuższy fragment.

Skórzany zapach San Marino, wydawało się być zakupową Mekką, z której przywoziło się: torebki – worki, złote naszyjniki, szkatułki, rowery oraz najmniej interesujące – likiery.

I tęczowe plastikowe sprężyny (ostatnio znów się pojawiły, a nie było ich na horyzoncie przez całe lata), służące do przesypywania kółeczek w jedną i w drugą stronę oraz mozolnego odplątywania kiedy kółka się o siebie pozahaczały.

Jestem ciekawa co zapamiętają nasze chłopaki.

Ps. Dla pewności dodam, że nie mam nic wspólnego z marką aranciaty i poza miłym wspomnieniem nie daje mi ona żadnej korzyści.

Reklamy

3 responses to “Italia mojego dziecinstwa

  1. Pingback: Nasze wloskie wakacje – top 5 | [in]visible - blog o pieknie codziennosci·

  2. Ginger nie nadawał się do niczego?? Ja po pierwszym szoku bardzo polubiłam ten smak i tęskniłam za nim 🙂 Odnalazłam go kiedyś pod nazwą bitter w kauflandzie, zapakowany w miniaturowe buteleczki. O ile wiem, w wersji alkoholowej występuje coś podobnego pod nazwą Aperol i serwuje się go przed posiłkami dla pobudzenia apetytu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s