Festiwal inny niz wszystkie

Ostatnio na każdym kroku napotykam informacje o sezonie festiwalowym lub o tym, że Polska wyrabia się pod tym względem. Zwykle je ignoruję, bo festiwale to stanowczo nie moja rzecz, ale tak się złożyło, że minioną sobotę spędziłam na… festiwalu właśnie. Tabor Domu Tańca był inny niż wszystkie festiwale – bo skoncentrowany na kieleckiej muzyce tradycyjnej, jak piszą organizatorzy: z dawien dawna towarzyszącej weselom, zabawom, pograjkom.

Tabor w Sędku

Uwaga, to pisze nie-specjalistka

Ten tekst powinien mieć wyjątkowo długą listę zastrzeżeń i ostrzeżeń. Ograniczę się do kluczowego – ewenementem jest, że piszę o czymś związanym z muzyką, gdyż jest to dziedzina życia zupełnie mi obojętna. Nie mam słuchu, nie umiem śpiewać, chciałabym umieć tańczyć, ale nie mam naturalnej łatwości. Nie słucham muzyki, potrafię ją ignorować, ale w większości wypadków ulgę sprawia mi jej wyłączenie. Są wyjątki, ale nieliczne i niewarte wzmianki. Dlatego nie pojechałam na Tabor do Sędka dla muzyki. Proszę mnie również nie pytać co to znaczy Tabor Domu Tańca – trudno mi nawet zapamiętać tę nazwę, co nie przeszkadza mi mieć z jednego dnia w Sędku całej mentalnej skrzyni fantastycznych wrażeń, które uważam za warte opisania.

Przemiana tysiąclatki

Na pierwszy rzut oka szkoła (już nie pełniąca swojej funkcji) w Sędku to zwykła mała tysiąclatka w zwykłej wsi (ale jak położonej!). I tak zapewne wygląda przez większość czasu. Za wyjątkiem pierwszego tygodnia sierpnia. Wtedy otoczona jest miasteczkiem namiotów, za nią stoi spory podest do tańca, a wszędzie spacerują uśmiechnięci muzykanci – jedni z trąbką, inni ze skrzypcami lub akordeonem. Ktoś ćwiczy grę na przystanku, ktoś pod jabłonką. Tabor to tygodniowa „szkoła tradycji”, codziennie czas podzielony jest na kilka równoległych warsztatów z tańca, śpiewu i grania (choć jest i spacer botaniczny!) a wieczorami umiejętności łączone są z rozrywką na potańcówkach.

Tabor w Sędku

Nieformalny koncert na daszku nad wejściem do budynku dawnej szkoły.

Taborowi muzykanci

Wydarzenia taborowe miały miejsce nie tylko w dawnej szkole ale i innych miejscach we wsi – m.in remizie oraz stodołach udostępnionych przez mieszkańców.

Zachwyciły mnie – jako laika muzyczno-imprezowego – trzy rzeczy: warsztaty angażujące we współpracę miejscowych, design wszelkich ogłoszeń i informacji wizualnych oraz ilość dzieci i łatwość z jaką wpasowały się w klimat.

Muzyka do tańca czyli warsztaty

Warsztaty, których byłam gościem (bardzo dziękuję, że razem z synkiem mogliśmy je obserwować) zatytułowane były „organka”. Uczestnicy ćwiczyli melodie, nad którymi pracowali przez cały miniony tydzień. Niektóre z nich miały też elementy śpiewu, mój syn do tej pory z radością nuci jedną, którą uznał za szczególnie zabawną (ukradli gacie mojemu tacie…). Poza prowadzącymi i uczącymi się, ważnym uczestnikiem był pan Jan – mieszkaniec Sędka, który ćwiczone melodie grał do tańca na tamtejszych imprezach już całe lata temu. Chętnie dzielił się swoimi sposobami na postępowanie z instrumentem czy zagranie szczególnie wymagającego fragmentu z innymi. I wszyscy wydawali się tak samo dobrze bawić.

warsztaty taborowe

Warsztaty

Strzeż się kombajnu czyli design informacji

Zacznijmy od takiej niby drobnostki jak parking. Wyraźnie wiadomo gdzie parkować, bo w miejscach do tego nieodpowiednich znajdziemy stosowne ostrzeżenia: Strzeż się kombajnu! Parkowanie w strefie przejazdu zagraża plonom i twojej karoserii. Kolejne ostrzeżenia znajdują się m.in. pod prysznicem (Prosimy nie wrzucać włosów do brodzika. Spływają do rur, łączą się w większe grupy i zatykają stroiki w akordeonach) i w różnych innych miejscach. Wszystkie konsekwentne kolorystycznie i przyjaźnie prześmiewcze.

Uwaga kombajn

Tablica ogłoszeń

Tablica ogłoszeń – intensywnie eksploatowana. Fot. Dominik Kaim

Co jeszcze fajniejsze Tabor zaprasza do własnej designerskiej twórczości. Na uczestników czekają zabawne wyimki z piosenek, które samodzielnie można sobie odbić na koszulce czy płóciennej torbie (jak ktoś nie miał stosownego odzienia, można było kupić). Widziałam też mamę z dziećmi, którzy z wielkim zaangażowaniem robili jakiś napis na bokserkach taty. Nam udało się kupić t-shirt akurat w rozmiarze syna, oraz torbę, na której odbiliśmy mój ulubiony napis „teraz sobie latam jak byczek graniasty„.

Szablony napisów

Szablony do odbicia na koszulkach i innych tekstyliach. Fot. Dominik Kaim

Malowanie szablonu

Pokrywanie farbą taborowej pieczątki. Ustawiała się do niej spora kolejka.

odbijanie szablonu

Praca wre.

Gotowa koszulka

I są efekty – tutaj w rozmiarze 122.

Mały Tabor czyli dzieci

Początkowo miałam obawy przed wyjazdem na Tabor ze względu na znalezienie opieki dla dzieci. Uwierzyłam w końcu, że możemy je zabrać ze sobą i był to starzał w dziesiątkę. Dzieci bowiem było mnóstwo. Od niemowląt przy piersi po nastolatki, młodsi szaleli na placu zabaw, starsi ćwiczyli – a jakże – grę na wybranych instrumentach. Były też warsztaty specjalnie dla najmłodszych, grupa 4-5 latków bębniła na przykład na samodzielnie ozdobionych twardych kartonach i tym sposobem odstraszała złego smoka w przedstawieniu. Sprawnie funkcjonowała też Zakamarkowa Biblioteczka oferująca do wypożyczenia książki tego wydawnictwa, które na koniec imprezy można było kupić ze sporą zniżką.

Dzieci w Sędku

Małe nogi aż rwą się do tańca!

Tym oto sposobem, nie angażując się muzycznie, spędziłam na Taborze w Sędku jeden z fajniejszych weekendów tego lata.

Ps. Jeśli miło się Wam czytało, możecie polubić mnie na Facebooku!

Akordeon

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s