Brugia – kiedys tam wroce!

Spokojne piękno kamiennych domków, mostki w kształcie płaskich łuków nad kanałami, widoczne z daleka strzeliste wieże kościołów – Brugia miasteczko do granic możliwości estetyczne a przy tym urocze. 

Brugia

O wycieczce do Brukseli było już kilka wzmianek, nie napisałam jednak dotąd, że najbardziej w tym wyjeździe spodobała mi się Brugia. Nie było to oczywiste – z jednej strony z kilku źródeł słyszałam, że to ewidentne „must see” przy takim wypadzie, z drugiej – że tłumy turystów i „disneylandowa”. Wyobraziłam sobie Montmarte, który mieszanina tych dwóch czynników całkowicie mi zepsuła i przez to byłam w moich oczekiwaniach wobec Brugii ostrożna. Niepotrzebnie.

mostki w Brugii

Brugia

Brugia

Nie będę twierdzić, że turystów nie było ani że miasto ich nie oczekuje. Knajpki i sklepiki z pamiątkami wyraźnie wyznaczają najbardziej uczęszczaną trasę łączącą najciekawsze miejsca – najbardziej było to widać na ulicy prowadzącej do beginażu – w miejscu, w której trzeba było z niej skręcić w boczną uliczkę kończyły się wszystkie markizy i szyldy. Nie były to jednak szyldy w polskim stylu ani znane z Krupówek rodzaje pamiątek. Ze zdziwieniem odkryłam, że tamtejsze pamiątki są oryginalne i zwyczajnie ładne. Szczególnie ujęły mnie płócienne woreczki ozdobione koronkami – jak rozumiem na suszoną lawendę lub inne pachnące wkłady do szaf.

Brugia

detal drzwi

Nie starczyło nam czasu na zejście z głównego turystycznego traktu i zobaczenie większej ilości bardziej zwykłych uliczek. Jednak to co widziałam było konsekwentnie kamienne lub ceglane, spokojne i na „ludzką miarę”. Niewielkie domki, często z kolorowymi drzwiami, jeden podobny do drugiego; ładne pnące się po ścianach rośliny. Odbiegał od tego zdecydowanie bardziej wystawny główny plac z ozdobnym ratuszem. Miałam jednak wrażenie, że wszelkie przejawy sielskiej średniowiecznej stylistyki równoważone są odważnymi kontrapunktami stylistyki nowoczesnej. Na murach wewnętrznego dziedzińca ratusza była wystawa neonów z hasłami: „mind”, „life”, „love” itd., wnętrza mijanych knajp czy sklepów często korzystały z jaskrawych kolorów i plastikowych kiczowatych ozdób.

Brugia wystawa w ratuszu

Plastikowe pingwiny w knajpie w Brugii

kufel czaszka

Bardzo spodobał mi się beginaż – odgrodzony od miasteczka murem, zamykał wewnątrz niego spokojną ciszę i niewielki park pełen tajemniczych domków na drzewach (pozbawionych drabin). Ich tajemnicy na razie nie wyjaśniłam. Wyjątkowa była też tablica z wotami dziękczynnymi w kościele Najświętszej Marii Panny, która nie zawierała złotych rąk i nóg ale marmurowe tabliczki z krótkimi podziękowaniami.

beginaż w Brugii

wota

Zdecydowanie chciałabym tam wrócić.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s