Nie-tu: stopem z rumunska nauka jazdy

Rumunia, jakaś wioska w górach. Nie da się wydostać transportem publicznym. Łapiemy stopa, a kiedy już siedzimy w nim zadowoleni okazuje się, że to nauka jazdy.

namiot

Nie mam zdjęcia stopowego, ale to (autorstwa wujka Macka) dobrze oddaje klimat tamtych wakacji. Dla niewtajemniczonych – przedstawia ono trzepanie namiotu.

To było w czasach kiedy budżet wakacyjny wynosił jedną dziesiątą obecnego i spokojnie starczał na wszystkie zachcianki. W czasach, kiedy łazienka wystarczyła raz na trzy dni (bo od czego jest chustka na włosach?) a nocowanie w namiocie na zakręcie serpentynowatej drogi wzbudzało wątpliwości najwyżej przez 5 minut. Czasem zastanawiam się czy to naprawdę ja jeździłam na takie wakacje, a kiedy indziej zastanawiam się czemu już na nie nie jeżdżę.

Ostatnio przypomniałam sobie tę historię i sama nie mogłam się nadziwić, jak mogliśmy się w to wpakować? Auto było oznaczone jako „skuola” czy coś w tym guście, to fakt. Facetów z niego wypatrzyliśmy przy obiedzie w przydrożnej knajpce. Nigdy bym nie przypuściła, że ten napis to nie jakaś reklama, zupełnie niezwiązana z nauką jazdy. Wsiedliśmy i ruszyliśmy krętą górską drogą, którą kilka dni wcześniej trafiliśmy do wioski nieopodal. I wtedy się zorientowaliśmy. Jazda nie szła płynnie… „Tre, tre” – krzyczał instruktor i szarpał za dźwignię zmiany biegów – „Accelera, accelera” – ponaglał ucznia w wieku zdecydowanie 50+. Do dziś pamiętam te słowa.

To już moja 10 lekcja – powiedział do nas dumny uczeń. Włosy zjeżyły mi się na głowie, sama mniej więcej w tamtym czasie próbowałam zrobić prawo jazdy (co nie udało mi się aż do kilku dobrych lat później) i kojarzyłam poziom umiejętności lekcji dziesiątej. Wysiąść się nie dało. I wtedy wyjechaliśmy zza zakrętu aby stanąć oko w oko z przechodzącym przez drogę stadem owiec. Meczenie otaczało nas ze wszystkich stron, a uczeń z instruktorem próbowali torować drogę wśród niego.

Jazda musiała trwać co najmniej 20-30 minut, nie pamiętam z niej jednak nic więcej. Myślę jednak, że to co zapamiętałam świetnie nadaje się na wakacyjne nie-tu w innym, statecznym życiu.

Reklamy

3 responses to “Nie-tu: stopem z rumunska nauka jazdy

  1. Wow! Naprawdę podziwiam ludzi, którzy decydują się na takie wyjazdy, na pewno zapadają w pamięć na długo, jak np. słowa instruktora ;), ale chyba mi nie wystarczyłaby chustka zamiast łazienki… I czasem żałuje, że jestem taka wygodnicka i omija mnie przez to tyle przygód ;))
    A opis świetny, ma coś w sobie ten post 🙂

  2. Świetna przygoda 🙂 Marzę o Rumunii i jej górskich drogach, jednak niekoniecznie w samochodzie Nauki Jazdy. Mam już dosyć przygód drogowych z moją Pandzią. Pozdrawiam Cię słonecznie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s