Street art mimochodem II

Każde szanujące się miasto eksponuje swoje flagowe murale i inne formy street artu, chwaląc się nimi, a nawet – jak na przykład Kraków – tworząc wokół nich trasy turystyczne.

Mnie jednak szczególnie zachwyca taki rodzaj artystycznej miejskiej działalności, który jest formą spontanicznej ekspresji, a przy tym nie jest obliczony na trwanie. Sztandarowy przykład z Zamościa, od którego zaczęła się moja miłość już pokazywałam. Na spacerze w Brukseli znalazłam kolejny uroczy eksponat do kolekcji.

nosorożec

Ktoś może powiedzieć, że takie dziecięce bazgroły nie umywają się do graffiti uznanych artystów czy działań buntowniczych ruchów miejskich. Ja chętnie oglądam i jedne i drugie, ale nie poruszają mnie tak, jak te małe niepozorne dziełka. Patrząc na nie mam podobne przemyślenia jak podczas malowania w przedszkolu – czemu my, zwykli dorośli, nie chwycimy czasem za kredę czy inny nieszkodliwy pisak i nie stworzymy jakiegoś street artu?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s