Nie-tu: Stambul

Upały, takie prawdziwie gorące, zawsze prowadzą moje myśli prosto do Turcji. A Turcja dla mnie zaczęła się od Stambułu. W nim z kolei moją pierwszą myślą było, że jeśli przeżyję jeszcze godzinę, będę żyć długo i szczęśliwie. Po tej godzinie byłam już zakochana w tym mieście. Stambuł Oczywiście muszę zrobić zastrzeżenie – widziałam tam może 1% rzeczy w najbardziej popularnej i turystycznej części miasta. Czy to jednak powoduje, że jedzenie było mniej pyszne, Hagia Sofia mniejsza, a rudych kotów w wąskich uliczkach mniej? Stambuł zwiedzałam już kilka lat temu, dlatego napiszę o tym co zapamiętałam, o wrażeniach, które ze mną zostały. tramwaj w Stambule Pierwsze to szalony, zupełnie niezrozumiały ruch uliczny. Samochody zdecydowanie za szybko przeciskały się przez wąziutkie uliczki (które w swojej naiwności wzięłam za wyłączone z ruchu) między suszarkami z wywieszonymi ręcznikami z zakładu fryzjerskiego a antycznymi lustrami ze sklepiku po drugiej stronie ulicy. Do taksówki wskakiwało się na środku sześcio-pasmowej ulicy i to nawet nie na światłach – tam po prostu gdzie fantazja nakazała do niej wsiąść. Na światłach z kolei, mimo sekundników pokazujących ile jeszcze czasu pozostało do ich zmiany, nie można było mieć absolutnej pewności czy kierowcy potraktują sygnalizację serio. knajpy w Stambule knajpy Stambuł Drugie to malutkie restauracyjki i sklepiki z jedzeniem, dosłownie wszędzie. Na niektórych ulicach brama w bramę, na wszystkich piętrach, jedne nad drugimi. W jednym staruszka w witrynie wyrabia ciasto, w drugim słodycze wyglądają jak biżuteria, z pistacjowym nadzieniem mieniącym się jak klejnoty. Przed każdym uroczy kelner jeszcze uprzejmiej niż sąsiad od konkurencji zaprasza i oferuje specjalność dnia. A w głowie coraz bardziej kręci się od tych wszystkich możliwości wyboru.  Ciągle wspominam smaki – bakłażana, krewetek, ryb i tego, za czym tesknie najbardziej – płaskich chlebków z wielkimi nadmuchującymi się bąblami. knajpka w Stambule Hagia Sofia była dla mnie spełnieniem jednego z tych marzeń zbudowanych na filmie dokumentalnym oglądanym na zajęciach z historii sztuki w okolicy podstawówki. Do momentu, w którym się w niej znalazłam, funkcjonowała w mojej wyobraźni gdzieś obok wiszących ogrodów Babilonu. Dlatego pamiętam głównie radość, że oto jestem w tak niezwykłym miejscu oraz … wielkie rusztowanie, które służyło do jakiejś renowacji wnętrza i w nim dominowało. Poza tym były lśniące, wyślizgane posadzki, niewiarygodnie ogromna przestrzeń pełna zakamarków i ukryte gdzieś w nich mozaiki, promieniujące złotem, a przy tym bezpretensjonalne, zupełnie jak dziewczyna, która zawsze wygląda szałowo nie wkładając w to żadnego wysiłku i nie zwracając uwagi na zachwyt otoczenia. Bazar mnie rozczarował. Poza ciekawą poznawczo i atrakcyjną wizualnie powierzchownością widziałam w nim głównie chaos. Moja prostolinijna, nieśmiała dusza po prostu nie nadaje się do targowania, negocjowania i innych gier handlowych. Przytłoczona wszystkimi tymi szalami, garnuszkami i ozdobami kupiłam w końcu tunikę, którą założyłam może dwa razy w życiu, a ostatnio była jak znalazł w roli kostiumu hinduskiego na bal karnawałowy w przedszkolu. Wielki Bazar w Stambule Zachwyciła mnie za to Cysterna. Pomysł, że pod tym gorącym, tętniącym życiem miastem mogą być podtrzymywane antycznymi kolumnami sale wypełnione cichą, chłodną wodą wydał mi się zupełnie surrealistyczny. Nie byłabym w stanie w to uwierzyć bez zobaczenia na własne oczy. Potem były jeszcze różne inne tureckie wrażenia – sznur dziwnie zakręconych bakłażanów zawieszony na znaku drogowym na targu w jakimś miasteczku, woda w kubeczkach jak na jogurt czy śmietanę rozdawana w dalekobieżnym autobusie, hippisowski kamping na końcu świata z lazurową zatoczką jak z marzenia, zwiedzanie starożytnych ruin, w którym każdy skrawek cienia wydawal sie cenniejszy niż joński zakrętas. Ale to już inna historia. uliczka w Stambule Ps. Znów wiele zdjęć jest autorstwa Dominika Kaim. Niestety po latach nie jestem w stanie z całkowitą pewnością powiedzieć które z nas zrobiło które.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s