Nie-tu: Praga

Kiedy kwitną drzewa owocowe moje nie-tu myśli biegną prosto do Pragi. Taką ją właśnie poznałam – widzianą z perspektywy Petřína, a właściwie osiedla akademików koło stadionu Strahovskiego, dosłownie tonącą w białych, różowych i biało-różowych kwiatach. I do takiej bym się chętnie przeniosła, już, teraz, w tej chwili.

Wieża telewizyjna w Pradze

Z Pragą wiąże mi się tyle różnych wspomnień i skojarzeń, że nie miałam innej możliwości ich zorganizowania niż coś w rodzaju alfabetycznego wyliczenia. Tym sposobem jest metoda w tym misz-maszu. Mam nadzieję, że poczujecie się choć trochę jakby w Pradze!

B – bramy na Starym Mieście – to od pierwszego razu (kiedy miałam lat 14) był mój ulubiony sposób zwiedzania tej dzielnicy. Skręcanie w jedną z bram, przechodzenie krętym korytarzem wśród małych butików wąsko specjalizujących się w określonym typie asortymentu, wychodzenie na jakąś zupełnie nieznaną uliczkę lub placyk, kolejna brama i kolejna. Aż już całkiem nie wie się gdzie się jest, choć tuż obok walą tłumy w asyście przewodników z uniesionymi złożonymi parasolkami (swoją drogą kiedyś sama wykorzystałam ten trik, żeby wydostać się z okropnego zgromadzenia!).

C – Černy – przemawia do mnie poczucie humoru rzeźbiarza, który przedstawia Szwecję jako kraj zapakowany w płaskie pudełko z Ikei, a Polskę jako kartoflisko, na którym księża ustawiają tęczową flagę (z pracy Entropa), no co mam zrobić? Jedną z naszych praskich wycieczek zrobiliśmy śladem rzeźb artysty, ma to ten dodatkowy plus, że można dużo zobaczyć przy okazji bo są porozrzucane po rozmaitych dzielnicach.

D – dvere se zaviraji – praskie metro jest dla mnie wyjątkowe, nie przeraża (no może poza najgłębszymi stacjami), wydaje mi się takie oswojone i zwyczajne. Po namyśle dochodzę do wniosku, że przy jednej z wizyt jeździłam ciągle na peryferyjny Hostivar, wiec siłą rzeczy się zadomowiłam. Tak czy siak, tekst o zamykających się drzwiach wzbudza we mnie falę ciepła!

F – Friday’s American Bar – tak, typowo czeski klimat 😉 cóż zrobić skoro w wieku lat 16 to w tym przybytku (wówczas zlokalizowanym gdzie indziej niż obecnie) przesiadywałam z koleżankami, dumna ze swojego pierwszego samodzielnego wyjazdu zagranicznego? Pamiętam, że piłyśmy bardzo kwaśną lemoniadę i śmiałyśmy się z wywieszonego na ścianie hasła: May all your teeth fall out, except one to give you a toothache.

H – Hlavni nadrazi – siłą rzeczy tutaj kończyły się i zaczynały prawie wszystkie praskie przygody, od wspomnianego już nastoletniego samodzielnego podbijania świata, przez romantyczne pożegnania, po podróż na rozmowę o pracę. W czasach przed remontem kupiłam w tamtejszym second handzie jedną z moich ulubionych małych retro-torebek (pisałam już o niej).

J – Jezulatek – to najbardziej abstrakcyjna rzecz, jaka jest w tym mieście! Ktoś wymyślił, że będzie ubierać figurkę Jezuska w zdobione sukienki, pomysł wcielił w życie i wszyscy turyści biegną to zobaczyć. Nigdy nie przestanie mnie to dziwić.

L – lesopark – to… no połączenie parku z lasem, chyba jasno z nazwy wynika? Ja mam na myśli jeden konkretny, koło Hostivara ale głównie chodzi o obecność fajnej przestrzeni rekreacyjnej i o… nazwę właśnie. Ani to las ani park, niech więc będzie lesopark.

N – Nuselski Most – bo rozczula mnie którą praską atrakcję wybrał do pokazania mi na pierwszy ogień mój jeszcze-wtedy-nie-mąż po tym jak spędził u południowych sąiadów pół roku a ja po raz pierwszy przyjechałam go odwiedzić 🙂 Most jest wielki, na górze jest ruchliwa ulica, a pod spodem „podwieszone” jest metro, wiadomo gratka dla kogoś, kto w wolnych chwilach robi Wydział Komunikacji! Moim zdaniem najbardziej imponujący jest z dołu, gdzie jego wielkość można sobie porównać z wysokością okolicznych kamienic.

S – smażak – bo nie sposób nie zjeść smażonego sera z frytkami i tatarką, ja przynajmniej zawsze mam ochotę! Mój mąż opowiadał, że na akademikowej stołówce (w której ze ściany wystawały krany ze słodzoną herbatą) opłacało się wyczekać do końca wydawania obiadu, bo jeśli zabrakło dań dnia to podawano ser właśnie (co dla nie-Czechów było rzecz jasna większą atrakcją niż jakiś tam panierowany kalafior).

V – Vinohrady – moja najulubieńsza dzielnica, nie raz i nie dwa wyobrażałam sobie, że tam mieszkam, a raz już nawet brakowało mi do spełnienia tego marzenia tylko kropelki szczęścia. Na razie zostaje na liście marzeń, co w sumie nie jest najgorsze. To jest  część Pragi, która nie zwala z nóg, ona jest po prostu ładna i spokojna. Pamiętam, jak kiedyś idąc ulicą Americką nie mogłam się nadziwić, że ktoś ozdobił fontannę na małym rondku rzeźbami gramolących się z niej sympatycznych jaszczurów.

W – wieża telewizyjna – jest widoczna chyba zewsząd (poza tymi okolicami niemal u jej stóp) i stanowi dla mnie nieodłączną część krajobrazu. Park u jej podnóża oferuje też bardzo miłą okazję do odpoczynku po wspinaczce po Žižkovskich wzgórzach, gdzie każda stroma uliczka wydaje się malownicza i warta spaceru, aż w końcu nie ma się już siły wdrapać na ostatnią. Nie wolno też zapominać o raczkujących po wieży niemowlakach autorstwa Černego!

I na W już kończę, pomijając też kilka literek po drodze, bo gdybym chciała je wszystkie obsadzić to zapomniałabym już całkiem o świecie tu! Zapraszam jednak wszystkich do owych literek uzupełniania oraz wymyślania alternatyw do literek obsadzonych!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s