Chcialbys miec Emila? A byc nim?

Miałam zamiar zatytułować ten tekst „Emil czyli o wychowaniu”, ale na szczęście w porę zorientowałam się, że ubiegł mnie Rousseau – i to na 201 lat zanim opisana została pierwsza przygoda Emila ze Smalandii. A o tym ostatnim właśnie zamierzam pisać.

 

Kto z nas nie pamięta serialu o anielskim blondynku, który znany był ze swoich nieprzeciętnych psot, które kwitowane były ojcowskim okrzykiem: Eeeeemil – do drewutni!

Gdyby jednak znaleźli się tacy co nie pamiętają lub nie znają (powinni natychmiast ten stan zmienić) – krótki opis: Emil z Lönnebergi (Emil i Lönneberga) to serial bazujący na książce Astrid Lindgren Emil ze Smalandii (tytuł szwedzki taki sam jak serialu). Opowiada on o chłopcu na oko pięcio-sześcioletnim, który a to wciągnie na maszt od flagi swoją małą siostrzyczkę, a to włoży głowę do wazy czy też wsadzi żabkę do koszyka piknikowego lub wymyśli jeszcze inną psotę. Moja ostatnio ulubiona to ta, kiedy Emil na fali opowieści mieszkającej w okolicy staruszki o tym, jak objawia się straszna choroba tifus, bawił się w tę właśnie chorobę z siostrą, co polegało na wymalowaniu całej jej twarzy niebieskim atramentem. W wyniku psot chłopak odbywa kary siedząc w drewutni, gdzie struga drewniane ludziki, a cała okolica mówi, że ten chłopak jest niesamowity (nie mając nic dobrego na myśli).

Serial pamiętam z dzieciństwa, za to książkę (Przygody Emila ze Smalandii wydaną przez Naszą Księgarnię jako zbiór wszystkich opowieści w 2012 r.) czytamy synkowi na dobranoc dopiero teraz. I to czytanie wzbudziło we mnie sporo przemyśleń.

Przede wszystkim myślę, że lubimy przygody Emila bo jako dzieci solidaryzujemy się z bohaterem, a jako dorośli – myślimy, że z grzecznością naszych dzieci mogłoby być gorzej, bo nie dorównują szwedzkiemu łobuzowi w częstotliwości i pomysłowości wybryków. I z tym dwoistym spojrzeniem na naszego bohatera wiąże się dość ważny dylemat wychowawczy – czego chcemy od swoich dzieci – grzeczności w rozumieniu posłuszeństwa i bezproblemowości, czy tego, żeby były indywidualnościami, niezależnie myślącymi i twórczymi?

 

Z jednej strony pewnie każdy chciałby, żeby ustalone zasady zachowania wchodziły w życie bez zgrzytów, żeby w zagonionym dniu znaleźć chwilę oddechu bez niemiłych wymyślonych przez potomstwo niespodzianek. W skrócie: żeby dziecko się samo grzecznie pobawiło, spokojnie siedziało, nie krzyczało i nie skakało. No i kto z nas chciałby, żeby sąsiedzi przyszli z wiadomością, że złożyli się na to, żeby wysłać naszego synka lub córeczkę do Ameryki (wyjaśniam – nie na obóz językowy, ale po to, żeby pozbyć się uciążliwego towarzystwa)?

Jednak przyjrzyjmy się na chwilę psotom Emila. Najważniejsze są ich pobudki – to ten element, który umknął moim wspomnieniom (lub nie był akcentowany w serialu, teraz trudno mi to rozstrzygnąć). Emil nie psoci z nudów lub żeby komuś dokuczyć, przeważnie jego motywem jest albo ciekawość świata albo pragnienie sprawiedliwości. Weźmy tę przygodę z masztem – jak się zaczęła? Zaczęła się tak, że mała Ida zastanawiała się co widać z jego szczytu.

– Ale wysoko! – powiedziała. – Stamtąd widać na pewno wszystko aż do Mariennelund! 

Emil zastanowił się. Tylko chwilkę.

– Możemy spróbować. Wciągnąć cię?

Mała Ida ucieszyła się. Och jaki ten Emil dobry i jakie ma świetne pomysły!

Drugim przykładem niech będzie przygoda świąteczna, kiedy to pod nieobecność rodziców, Emil urządził w domu przyjęcie dla „biedaczyn z przytułku w Lönneberdze”, a zrobił to na fali doniesienia o niesprawiedliwej zarządzającej przytułkiem, która sama zjadła świąteczne przysmaki przeznaczone dla wszystkich mieszkańców. Na koniec udało mu się nawet ową zarządzającą złapać do wilczego dołu…

Patrząc na te przykłady widzę w działaniach Emila wyraz wolności, niezależności myślenia oraz twórczego i bezkompromisowego podchodzenia do problemów. Chłopak z Lönnebergi aktywnie obserwuje świat i reaguje na to co zobaczył. Nie przechodzi obojętnie ani obok żabki ani obok niesprawiedliwości społecznej. Przetwarza informacje które zgromadził i je twórczo wykorzystuje (patrz zabawa w tifus). Taka chciałabym być – myślę. Kiedy dorosły zachowuje się w taki sposób dobrze go oceniamy, myślimy że ma odwagę, jest niezależny i wyróżnia się. Kiedy robi tak nie-dorosły myślimy – co za nieznośny dzieciak! Jak więc ma ten pozytywny dorosły wyrosnąć?

Dopiero czytając książkę zauważyłam, że od samego początku jest w niej jasno powiedziane co wyrośnie z Emila. Ktoś pamięta? Otóż zostanie on przewodniczącym rady gminnej (Pewnie nie wiesz, co to znaczy być przewodniczącym rady gminnej, powiem tylko, że to ktoś najważniejszy w całej wsi – mówi nam narrator). Czyli jednak – przygody tego łobuziaka to nie tylko opowiastka ku uciesze rozbrykanego dziecka w nas, czy uldze rodziców. To w zasadzie ważne pytanie o wychowanie i wymagania jakie stawiamy dzieciom.

Odpowiedź, taka szczera i realistyczna nie jest prosta. Bo… wolałabym, żeby moje niezależnie myślące dzieci nie ustawiły miednicy pełnej raków tuż obok mojego łóżka.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s