Nie-tu: Prenzlauer Berg

Od razu uprzedzę – nie jestem znawczynią. Ani Berlina ani tej dzielnicy. Dowiedziałam się o niej od koleżanki, kiedy planowaliśmy wycieczkę do tego miasta. Koleżanka – pozdrawiam jeśli przypadkiem czyta – jest specjalistką od dobrego jedzenia, fajnych ciuchów, ocenienia komu w czym jest dobrze i świetnych miejsc (również tych dla dzieci). Nie miałam więc problemu, żeby jej zaufać kiedy powiedziała – musicie mieszkać na Prenzlauer Bergu! I tym sposobem sama stałam się jego rzeczniczką …

Prenzlauer Berg

Co tu jest wyjątkowego? Odpowiedź jest taka sama jak w przypadku wszystkich dotychczasowych (a zapewne i przyszłych) miejsc „nie-tu”: atmosfera. Chodzi o połączenie dziesiątek nienachalnych restauracji, barów i kawiarni, oferujących jedzenie ze wszystkich zakątków świata, o nieduże sklepiki z wyjątkowymi (nierzadko hand-made) ciuchami i dodatkami, o street art – wszechobecny i różnorodny, o pchli targ w Mauerparku, na którym trudno w ogóle zdecydować na co patrzeć najpierw… no i na pewno zapomniałam dodać jeszcze mnóstwo innych niepowtarzalnych składników. Znam takich, którzy skupiali się przede wszystkim na wypatrywaniu kolejnych innowacyjnych systemów do przewozu dzieci (z przodu, z tyłu, w przyczepce, cargo etc.) i każdy fotografowali. Zapewniam, że to absorbujące zajęcie!

atmosfera Prenzlauer Berg

Osobnym tematem są place zabaw. Nigdy wcześniej nie byłam w okolicy, która miałaby ich tyle tak blisko siebie. I każdy inny, ładny, pomysłowy. Nigdzie nie zauważyłam, żeby urządzenia się powtarzały. A czasem nie było ich w ogóle – jak na placu indiańskim, na którym wyposażenie składało się drewnianych tipi i wkopanych do połowy w ziemię drewnianych koni. Tyle, resztę niech załatwia wyobraźnia. Inny klimat jest na niezbyt odległym od indiańskiego placu „budowlanym” – są na nim koparki, którymi dzieci mogą same operować i systemy wciągania wiaderek z piaskiem na piętra placo-zabawowych domków. Jeszcze inny koncentrował się wokół zatopionych w miękkim, falistym podłożu trampolin. Niby dla dzieci, ale nie widziałam ani jednego rodzica, który by się im oparł.

Luty zawsze mi się kojarzy jako „o krok do wiosny”, Prenzlauer Berg (i cały Berlin zresztą) wydaje się być stworzony do wiosennego „city break”. A chwilowo jest idealnym „nie-tu”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s